Korepetycje dla studentów

Stosunek do przeszłości

W interesującym felietonie: Pod konwojem do prawdy (Polityka nr 3,96) D. Passent podjął ważny problem polityczny stosunku Polaków do przeszłości w PRL. Passent słusznie stwierdza: ?Drogi do prawdy są różne i na ogół prowadzą pod górę, każdy musi do niej iść po swojemu, zamiast być poganianym i konwojowanym przez strażników uzbrojonych w poczu­cie, że oni wiedzą lepiej”.

Problem, który Passent poruszył ma wyraźne aspekty psychospołeczne. Człowiek w wieku dojrzałym lub starszym spontanicznie lub pod wpływem inspiracji zewnętrznej dokonuje analizy i oceny własnego życia, jego prze­biegu, sukcesów, niepowodzeń i błędów. Zdobywa się na autorefleksję i mniej lub bardziej trafny i dojrzały bilans życiowy.

W tych złożonych procesach ważną rolę odgrywa pamięć osobista, oce­na przeszłości i stosunek innych do niej.

Pamięć osobista jest często zawodna. Jednostka przypominając sobie własną przeszłość nie robi tego w sposób wierny, fotograficzny, lecz aktyw­nie konstruuje ją. Pojawia się tu proces aktywizacji pamięci długotrwałej i odnoszenie jej do t. zw. wewnętrznej teorii osobowości. Teoria ta jest two­rem społecznym i zawiera uogólnione sądy dotyczące stałości określonych cech i wpływu warunków na trwałość tych cech i ich zmiany. Np. w naszym społeczeństwie utrzymują się takie elementy teorii jak wpływ dzieciństwa na późniejszy rozwój (por. przysłowie czym skorupka nasiąknie…) o za­ostrzeniu się w starszym wieku cech przejawianych w wieku dojrzałym. W okresie PRL potoczna opinia przypisywała bezpartyjnym większą uczci­wość i niezależność niż partyjnym, dysydentów traktowano jako ludzi od­ważnych o orientacji prozachodniej itp. Pamięć osobista podlega w mniej­szym stopniu wpływowi wewnętrznych teorii osobowości, gdy fakty z prze­szłości odgrywały ważną rolę w życiu jednostki, gdy są łatwo dostępne i są szczegółowo utrwalone w pamięci.

Funkcjonowanie pamięci osobistej zależy w dużym stopniu od potrze­by dodatniej samooceny; przypominamy sobie na ogół fakty pozytywne, sukcesy, a zapominamy o wydarzeniach negatywnych, przykrych. Zjawisko to określa się mianem optymistycznej tendencji pamięci. Nic tedy dziwne­go, że w swych pamiętnikach, wspomnieniach byli prominenci, odpowie­dzialni m. in. za kryzysy ekonomiczne, polityczne, a również stan wojenny, wybielają się, lansując teorię mniejszego zła, braku wyboru itp.

Każdy człowiek ma specyficzne indywidualne doświadczenia wyniesio­ne z przeszłości, ma niepowtarzalną drogę życiową. X był w ZMP potem PZPR awansował wielokrotnie był prominentem w PRL i zrobił t. zw. nad- karierę w stosunku do swych możliwości. Y mimo dużych zdolności z tru­dem robił stopnie w naukach społecznych, można więc jego indywidualną drogę życiową traktować jako podkarierę.

Trudno zerwać całkowicie ze swoją przeszłością. Nie można bowiem za­negować i unieważnić własnych doświadczeń, odciąć się od swojego ja, po­staw, samoświadomości. Można wszakże dokonać ich oceny, waloryzacji, starać się zrozumieć własne motywy i dokonać sumiennego bilansu własnej drogi życiowej.

W tym obrachunku ze swojego życia, a często i sumienia ?pomaga” nie­rzadko jednostce historia, która bywa przecież nauczycielką życia. Pomaga­ją też przeciwnicy, wrogowie, a niekiedy przyjaciele. Lustrem człowieka stają się więc inni ludzie.

Człowiek oceniając swoją przeszłość nie jest psychicznie zdolny do przekreślenia jej, powiedzenia, że była ona czarną dziurą, nieporozumieniem, że jest w wyniku swych błędów bankrutem politycznym, życiowym. Takiego życiowego harakiri człowiek przeciętny nie popełnia, a cóż mówić o ludziach z pierwszych stron gazet, którzy mieli wysokie mniemanie o so­bie i wybujałe ambicje. Różne pamiętniki, wywiady (por. np. książkę Te­resy Torańskiej: Oni) oraz liczne wspomnienia wydawnictwa BGW świad­czą dobitnie, że oceny dotyczące przeszłości są na ogół próbami wybielania się, korzystnego dla siebie ustalania bilansu powodzeń – niepowodzeń, i mi­nimalizacji błędów. Najczęściej bijemy się w piersi nie własne, lecz cudze, przepraszamy za winy nie własne, lecz całej formacji, instytucji lub grup, w których musieliśmy funkcjonować (por. przysłowie: Senatori viri boni…).

Jakie mechanizmy psychospołeczne działają w tym poprawianiu własnej przeszłości i ocenianiu jej in plus?

U ludzi działa najczęściej ogólny mechanizm określony mianem inkli­nacji pozytywnej polegającej na przewadze wartościowania pozytywnego nad wartościowaniem negatywnym. Mechanizm ten dotyczy zarówno aktu­alnej sytuacji jak i przeszłości. Jeśli chodzi o przeszłość to występuje tu wy­raźnie optymistyczna tendencja łącząca się z eksponowaniem wydarzeń przyjemnych, dodatnich i pomijaniem wydarzeń i faktów przykrych.

Obiektem upiększania i idealizacji jest szczególnie dzieciństwo i młodość (autor tej pracy np. nostalgicznie wspomina swoje dzieciństwo i młodość w Kosowie na Huculszczyznie i w Crażowej w Ruminii).

Z tymi mechanizmami związana jest ściśle potrzeba dodatniej samooce­ny. Człowiek tak przetwarza informacje związane z własną osobą, tak pre­paruje je, aby utrzymać pozytywny obraz własnej osoby m. in. w zakresie efektywności własnego działania, cech moralnych, odpowiedzialności za błędy. Znane jest powiedzenie, że sukcesy mają wielu ojców, klęski są sie­rotami. Potrzeba pozytywnej samooceny przejawia się szczególnie u osób eskponowanych społecznie, politycznie, w postaci dodatniej samoprezentacji. Jednostka dąży do tego, by inni postrzegali i oceniali ją jako szczerą, szlachetną, kompetentną, dbającą o los innych, kraju. Prof. J. Kozielecki pi­sze o samoprezentacji taktycznej, związanej z doraźnymi celami i samoprezentacji fasadowej dotyczącej tego jaką jednostka pragnie siebie widzieć, (por. Transgresyjna koncepcja człowieka 1987).

Specyficznym mechanizmem związanym ze stosunkami społecznymi jest faworyzacja subiektywna, która polega w/g Kozieleckiego na przece­nianiu własnych cech, działań w porównaniu z innymi. Jednostka, która charakteryzuje swą przeszłość nierzadko stwierdza, że była uczciwsza niż inni np. w okresie stalinowskim, że była bardziej odważna i reformatorska niż koledzy (np. w Biurze Politycznym).

Ogólnie biorąc, jednostka sama z siebie, nie stymulowana z zewnątrz, a szczególnie nie potępiona, ma tendencje, mimo nawet obiektywnych błę­dów, wykroczeń itp. do pozytywnej oceny swej przeszłości i konstruowania korzystnego dla siebie życiorysu. Liberalizm Passenta, który zachęca do: pozwolenia ludziom zachowania swej prawdy i nie wymuszania nieszczere­go bicia się w piersi jest do przyjęcia w skali indywidualnej np. stosunku do przeciętnego członka PZPR z Mławy czy Białogardu. W skali makrospołecznej, szczególnie gdy problem stosunku do przeszłości rozpatrujemy od strony moralno-społecznej i wychowawczej należy to luzowanie kryteriów zanegować. Istnieje jednak pewna różnica między Kuroniem a Humerem chociaż obaj mieli do czynienia z więzieniem.

Zgadzam się z Passentem, że apele w sprawie konstruowania jednej nie­podzielnej prawdy z przeszłości są bałamutne i zwodnicze. Są one reflek­sem myślenia dogmatycznego o potrzebie dekretowania tego co jest praw­dziwe i jak należy oceniać przeszłość. Odrzucając wszakże te monocentryczne rekomendacje nie sposób uchylić się od odpowiedzi jakie życiory­sy w PRL są godne szacunku, jaka droga życiowa budzi respekt moralny i czy pokrętne kompromisy zawsze i wszędzie były konieczne. Różnego ty­pu racjonalizacje i projekcje w stylu udział we władzach, czy trwanie na wy­sokim stanowisku utrudniały zajęcie go przez ludzi bezwzględnych, beton są znanymi w psychologii mechanizmami obronnymi chroniącymi jednost­kę przed obniżeniem samooceny i wyrzutami sumienia. Nie do przyjęcia jest również ubieranie się szczególnie ludzi nawróconych i ?nawiedzonych” w okresie rozwoju pierestrojki w ZSRR w togi ludzi sprawiedliwych o czy­stych rękach.

Hasła radykalnej dekomunizacji m. in. w postaci likwidacji SDL stano­wią formę politycznej inkwizycji, która nie ma nic wspólnego z systemem demokratycznym. Nawróconym demokratom trzeba niewątpliwie patrzeć na ręce, darzyć ograniczonym zaufaniem, ale nie można odmawiać im pra­wa do udziału w życiu politycznym, tym bardziej, że nie są uzurpatorami, lecz mają za sobą szerokie rzesze społeczne. Zasady egalitaryzmu, równych praw i szans trzeba rozciągnąć nie tylko na życia ekonomiczne, społeczne, lecz również na życie polityczne. Ludzie niewątpliwie odpowiadają za swe życiorysy, ale w większym stopniu odpowiadają za to kim są aktualnie, gdy istnieją warunki demokratyczne i gdy mogą swobodnie wybierać i określać się.