Stosunek do siebie

Autoschematy, autonarracja

Człowiek w miarę rozwoju fizycznego i psychicznego zdobywa rozległą wiedzę odnośnie własnej osoby, cech charakteru, temperamentu, uzdol­nień, umiejętności, typowych zachowań i przeżyć itp. Wiedza ta zdobywa­na jest na podłożu samoświadomości wewnętrznej i zewnętrznej. W pierw­szym przypadku poznajemy własne stany wewnętrzne, np. myśli, uczucia, nastroje, pragnienia, w drugim – własne zachowania, sposoby pełnienia ról, stosunki z innymi ludźmi. Poznawanie niektórych cech i postaw odbywa się poprzez integrację samoświadomości wewnętrznej i zewnętrznej (np. cechy odpowiedzialności, postawy altruizmu).

Część wiedzy dotyczącej własnej osoby przybiera postać autoschematów. Autoschematy kształtują się wokół ważnych fragmentów własnej oso­by, wyodrębniających ją z otoczenia społecznego. Mogą to być dla męż­czyzn – cechy męskie, np. odwaga, siła fizyczna, dla kobiet – uroda, gospo­darność. Autoschematy stanowią uogólnioną i skategoryzowaną wiedzę o własnej osobie opartą na własnych doświadczeniach i ocenach innych osób. Ułatwiają one szybsze przetwarzanie informacji, łatwiejsze ich pamię­tanie, przewidywanie własnych zachowań. Wywierają one również silny wpływ na zachowanie społeczne, dokonywane wybory, lub unikanie okre­ślonych sytuacji, ludzi. Osobnik, który posiada autoschemat osoby stanow­czej, asertywnej, pamięta z przeszłości swoje zachowania, zdecydowane, w sytuacji wyboru nie waha się zbyt długo, nie da sobą manipulować itp.

Autoschematy oddziałują również na proces autonarracji. Jednostka czę­sto w kontaktach społecznych opowiada o swoich przeżyciach, przygodach, lub o większych odcinkach życiowych. Zdarzają się też makroautonarracje dotyczące całego życia; zawarte są one w różnego typu wspomnieniach, dziennikach. Zajmowali się nimi często socjolodzy, w Polsce Znaniecki, Chałasiński, Szczepański. Ostatnio psycholog społeczny, W. Surażska, ze­brała i opracowała pamiętniki polskich działaczy samorządowych. Autorka pisze: ?Pamiętniki ukazują nam barwny teatr początków gminnej demokra­cji, pierwsze podziały w radach, knowania lokalnych opozycji, sukcesy i po­rażki wielkich projektów (Rzeczpospolita 49/96 Plus, minus).

Autonarracja powstaje pod wpływem osobowości jednostki, norm i wzorców kulturowych i aktualnej sytuacji, np. interpersonalnej. Jednost­ka opowiadając o konkretnym wydarzeniu lub swoim życiu, konstruuje nie­rzadko fabułę zawierającą takie elementy: cel – przeszkoda – przezwycięża­nie – wynik. Autonarracja ma charakter selektywny, często relacjonowane są fakty korzystnie świadczące o własnej osobie, pozytywnych cechach, oświetlające wady otoczenia społecznego, instytucji, aktualnej władzy. Au­tonarracja jest nierzadko próbą odgrywania określonej roli i występu przed audytorium mając na celu przekonanie go do określonej oceny osoby, wy­darzeń, wywołania współczucia, ewentualnie pomocy. Mój znajomy, boga­ty człowiek, ilekroć ktoś z jego bliskich znajomych opowiada o swoich pro­blemach i kłopotach, przerywa i pyta krótko: ?Ile pożyczyć?”

Autonarracja według znawców zagadnienia Mc Adamsa (1985) i Trze­bińskiego (1992) zawiera często własną konstrukcję historii życia, w której mieści się osobisty mit związany z zaspokojeniem ważnych potrzeb m.in, potrzeby afiliacji i kontroli.

Dręczące myśli

W psychologii społecznej w ostatniej dekadzie coraz większe zaintere­sowanie budzą zjawiska, które określa się mianem dręczących myśli (rumi­native thought). Znawcy zagadnienia L.L. Martin i A. Tesser (1995) tak de­finiują to pojęcie: ?Używamy tego terminu… dla zespołu świadomych my­śli, które obracają się wokół wspólnego tematu instrumentalnego i które funkcjonują w warunkach nie pojawiania się bezpośrednich wymogów śro­dowiskowych powiązanych z tymi myślami”. Myśli te są uporczywe i trud­no jest pozbyć się ich, mogą one przez dłuższy czas ciążyć i zabarwiać życie wewnętrzne jednostki.

Myśli dręczące łączą się z różnymi stanami poznawczymi, emocjonalno- motywacyjnymi i zachowaniami.

I tak np. pod wpływem konfliktu z przełożonym w pracy osobnik prze­żywa różnorodne stany poznawcze, np. pojawiają się w nim myśli i przy­puszczenia, że konflikt mógł pojawić się na skutek intryg kolegi, że przeło­żony jest osobą zawistną, niekompetentną, że powinien złożyć skargę u dy­rektora, że może się spodziewać obcięcia premii, że przełożony może go przesunąć na niższe stanowisko itp. itp.

Martin i Tesser (1989) przyjmują, że myśli dręczące są powiązane z nie- osiągnięciem celów, a ściślej z sytuacją, gdy oczekiwanie dotyczące celu nie jest spełnione. W tym ujęciu zbyt szybkie i łatwe osiągnięcie celu niezgod­ne z oczekiwaniami może też wywołać dręczące myśli.

Ujęcie to zbliżone jest do koncepcji stresu. Np. w modelu Horowitza (1980) obrazy i antycypacje wydarzeń, własnych zachowań, które zderzają się z konkretną rzeczywistością, wywołują napięcie emocjonalne i towarzy­szące mu negatywne sądy i myśli. Również w koncepcji Taylora i Schne­idera (1989) zderzenie się hipotetycznych scenariuszy i poznawczych sy­mulacji z realnymi warunkami wywołuje stany dysonansu i rozterek.

Myśli dręczące, jakie pojawiają się w wyniku zablokowania realizacji ce­lów i towarzyszącego mu dysonansu, spełniają funkcję redukującą napięcie i osłabiają dysonans. Wraz z osiągnięciem celu myśli dręczące na ogół zani­kają, w wypadku, gdy cel osiągnięty został za pomocą wielkich kosztów, mogą funkcjonować przez dłuższe okresy czasu. Myśli te stanowią niejako ?pracę wewnętrzną” jednostki, która nie jest stymulowana przez warunki zewnętrzne i która zaburza równowagę wewnętrzną.

Treści myśli dręczących mogą być różnorodne. Treści te mogą dotyczyć trudności w pracy, konfliktów interpersonalnych, nieukończonych zadań, nieprzyjemnych przeżyć w przeszłości, zagrożeń czyhających na jednostkę w przyszłości, oczekiwanych kar, nagród itp. Treści będące przedmiotem myśli dręczących mogą być zarówno pozytywne jak i negatywne. Mogą to być również treści wewnętrzne, np. emocje, pragnienia, wyobrażenia, jak i zewnętrzne, np. własne zachowanie, stosunki interpersonalne (szerzej na ten temat Zaborowski 1996).

Treści dręczących myśli dotyczą na ogół ważnych spraw, zadań, znaczą­cych osób. Treści te są przeważnie kodowane i przetwarzane na podłożu lę­ku, negatywnego nastroju, a więc są przetwarzany w sposób obronny.

Ważnym czynnikiem modyfikującym dręczące myśli są percepowane przez jednostkę możliwości redukcji stresu i dysonansu, m.in. na drodze posłużenia się nowymi środkami dla osiągnięcia zablokowanego celu, pora­dzenia się przyjaciół, uzyskania od nich wsparcia itp. Na ten mechanizm zwrócili uwagę w swej koncepcji samoświadomości Carver i Scheier (1990).

Dręczące myśli mogą zanikać w warunkach przybliżania się do celu, zwiększania szans jego osiągnięcia. W sytuacji, gdy cel jest zbyt trudny do realizacji, osobnik może zacząć starać się osiągnąć cel zbliżony do poprzed­niego, lub inny, co zmniejsza intensywność dręczących myśli. Inny mecha­nizm polega na odwróceniu uwagi np. przez zajęcie się atrakcyjnymi roz­rywkami, podróżami.

Znawcy zagadnienia, np. Horowitz (1986), Klinger (1977) stwierdzają, że im bardziej intensywne emocje – szczególnie negatywne – jednostka przeżywa, tym bardziej trwałe i uporczywe są jej dręczące myśli. Martin i Tesser (1995) podkreślają, że związki między emocjami i dręczącymi my­ślami mają za podstawę podobne przyczyny. Intensywność emocji zależy od zablokowania realizacji ważnych celów, od intensywności i czasu stara­nia się o jego realizację. Czynniki te również oddziałują na intensywność dręczących myśli.

Można przyjąć, że w pewnych wypadkach same myśli dręczące mogą wywoływać emocje; ma to miejsce wówczas, gdy po dłuższym funkcjono­waniu negatywnych myśli jednostka zaczyna orientować się, że nie może ich opanować. Negatywne myśli mogą również intensyfikować i polaryzo­wać istniejące już emocje. Ma to miejsce np. wówczas, gdy żona po zdra­dzie męża czuje do niego niechęć i gdy rozmyślając długo o tym fakcie przybiera do niego bardziej negatywne postawy.

Również same emocje w sposób pośredni mogą wyzwalać dręczące my­śli. Doświadczając przykrych emocji z powodu niepowodzeń jednostka od­nosi je do oceny swej aktualnej trudnej sytuacji, do spadku szans życio­wych, obniżenia pozycji społecznej, co w efekcie może prowadzić do nasi­lenia dręczących myśli. W pewnych sytuacjach również pozytywne emocje mogą wyzwalać dręczące myśli; dzieje się to wtedy, gdy te emocje wywoła­ne są przez bodźce, które przez określone środowisko traktowane są jako destruktywne i społecznie potępiane. Np. niezasłużona degradacja w pracy przyjaciela, z którym jednostka rywalizowała może wywołać pewną satys­fakcję, jednak samo doznanie tej satysfakcji może wywołać uporczywe my­śli dręczące dotyczące np. własnej zawiści, nielojalności.

Dręczące myśli stanowią proces, który u różnych ludzi może przebiegać z różną siłą, trwałością; można tu zatem mówić o indywidualnych różnicach. Istnieją związki między dręczącymi myślami a takimi czynnikami, jak neurotyzm, introwersja, poziom depresji, poczucie kontroli, typ samoświado­mości. Można przyjąć, że jednostki o wysokiej samoświadomości – indywi­dualnej i obronnej będą silniej przeżywały dręczące myśli niż osoby o sa­moświadomości – zewnętrznej i refleksyjnej.

Myśli dręczące mają charakter świadomy, mogą więc podlegać werbali­zacji i pewnej samokontroli. Jednostka może starać się przekształcać własny dialog wewnętrzny, uruchamiać nowe ciągi myślowe eliminujące myśli drę­czące. Na uwagę w tym zakresie zasługuje technika autoinstrukcji Meichenbauma (1971).

Stosunek do przeszłości

W interesującym felietonie: Pod konwojem do prawdy (Polityka nr 3,96) D. Passent podjął ważny problem polityczny stosunku Polaków do przeszłości w PRL. Passent słusznie stwierdza: ?Drogi do prawdy są różne i na ogół prowadzą pod górę, każdy musi do niej iść po swojemu, zamiast być poganianym i konwojowanym przez strażników uzbrojonych w poczu­cie, że oni wiedzą lepiej”.

Problem, który Passent poruszył ma wyraźne aspekty psychospołeczne. Człowiek w wieku dojrzałym lub starszym spontanicznie lub pod wpływem inspiracji zewnętrznej dokonuje analizy i oceny własnego życia, jego prze­biegu, sukcesów, niepowodzeń i błędów. Zdobywa się na autorefleksję i mniej lub bardziej trafny i dojrzały bilans życiowy.

W tych złożonych procesach ważną rolę odgrywa pamięć osobista, oce­na przeszłości i stosunek innych do niej.

Pamięć osobista jest często zawodna. Jednostka przypominając sobie własną przeszłość nie robi tego w sposób wierny, fotograficzny, lecz aktyw­nie konstruuje ją. Pojawia się tu proces aktywizacji pamięci długotrwałej i odnoszenie jej do t. zw. wewnętrznej teorii osobowości. Teoria ta jest two­rem społecznym i zawiera uogólnione sądy dotyczące stałości określonych cech i wpływu warunków na trwałość tych cech i ich zmiany. Np. w naszym społeczeństwie utrzymują się takie elementy teorii jak wpływ dzieciństwa na późniejszy rozwój (por. przysłowie czym skorupka nasiąknie…) o za­ostrzeniu się w starszym wieku cech przejawianych w wieku dojrzałym. W okresie PRL potoczna opinia przypisywała bezpartyjnym większą uczci­wość i niezależność niż partyjnym, dysydentów traktowano jako ludzi od­ważnych o orientacji prozachodniej itp. Pamięć osobista podlega w mniej­szym stopniu wpływowi wewnętrznych teorii osobowości, gdy fakty z prze­szłości odgrywały ważną rolę w życiu jednostki, gdy są łatwo dostępne i są szczegółowo utrwalone w pamięci.

Funkcjonowanie pamięci osobistej zależy w dużym stopniu od potrze­by dodatniej samooceny; przypominamy sobie na ogół fakty pozytywne, sukcesy, a zapominamy o wydarzeniach negatywnych, przykrych. Zjawisko to określa się mianem optymistycznej tendencji pamięci. Nic tedy dziwne­go, że w swych pamiętnikach, wspomnieniach byli prominenci, odpowie­dzialni m. in. za kryzysy ekonomiczne, polityczne, a również stan wojenny, wybielają się, lansując teorię mniejszego zła, braku wyboru itp.

Każdy człowiek ma specyficzne indywidualne doświadczenia wyniesio­ne z przeszłości, ma niepowtarzalną drogę życiową. X był w ZMP potem PZPR awansował wielokrotnie był prominentem w PRL i zrobił t. zw. nad- karierę w stosunku do swych możliwości. Y mimo dużych zdolności z tru­dem robił stopnie w naukach społecznych, można więc jego indywidualną drogę życiową traktować jako podkarierę.

Trudno zerwać całkowicie ze swoją przeszłością. Nie można bowiem za­negować i unieważnić własnych doświadczeń, odciąć się od swojego ja, po­staw, samoświadomości. Można wszakże dokonać ich oceny, waloryzacji, starać się zrozumieć własne motywy i dokonać sumiennego bilansu własnej drogi życiowej.

W tym obrachunku ze swojego życia, a często i sumienia ?pomaga” nie­rzadko jednostce historia, która bywa przecież nauczycielką życia. Pomaga­ją też przeciwnicy, wrogowie, a niekiedy przyjaciele. Lustrem człowieka stają się więc inni ludzie.

Człowiek oceniając swoją przeszłość nie jest psychicznie zdolny do przekreślenia jej, powiedzenia, że była ona czarną dziurą, nieporozumieniem, że jest w wyniku swych błędów bankrutem politycznym, życiowym. Takiego życiowego harakiri człowiek przeciętny nie popełnia, a cóż mówić o ludziach z pierwszych stron gazet, którzy mieli wysokie mniemanie o so­bie i wybujałe ambicje. Różne pamiętniki, wywiady (por. np. książkę Te­resy Torańskiej: Oni) oraz liczne wspomnienia wydawnictwa BGW świad­czą dobitnie, że oceny dotyczące przeszłości są na ogół próbami wybielania się, korzystnego dla siebie ustalania bilansu powodzeń – niepowodzeń, i mi­nimalizacji błędów. Najczęściej bijemy się w piersi nie własne, lecz cudze, przepraszamy za winy nie własne, lecz całej formacji, instytucji lub grup, w których musieliśmy funkcjonować (por. przysłowie: Senatori viri boni…).

Jakie mechanizmy psychospołeczne działają w tym poprawianiu własnej przeszłości i ocenianiu jej in plus?

U ludzi działa najczęściej ogólny mechanizm określony mianem inkli­nacji pozytywnej polegającej na przewadze wartościowania pozytywnego nad wartościowaniem negatywnym. Mechanizm ten dotyczy zarówno aktu­alnej sytuacji jak i przeszłości. Jeśli chodzi o przeszłość to występuje tu wy­raźnie optymistyczna tendencja łącząca się z eksponowaniem wydarzeń przyjemnych, dodatnich i pomijaniem wydarzeń i faktów przykrych.

Obiektem upiększania i idealizacji jest szczególnie dzieciństwo i młodość (autor tej pracy np. nostalgicznie wspomina swoje dzieciństwo i młodość w Kosowie na Huculszczyznie i w Crażowej w Ruminii).

Z tymi mechanizmami związana jest ściśle potrzeba dodatniej samooce­ny. Człowiek tak przetwarza informacje związane z własną osobą, tak pre­paruje je, aby utrzymać pozytywny obraz własnej osoby m. in. w zakresie efektywności własnego działania, cech moralnych, odpowiedzialności za błędy. Znane jest powiedzenie, że sukcesy mają wielu ojców, klęski są sie­rotami. Potrzeba pozytywnej samooceny przejawia się szczególnie u osób eskponowanych społecznie, politycznie, w postaci dodatniej samoprezentacji. Jednostka dąży do tego, by inni postrzegali i oceniali ją jako szczerą, szlachetną, kompetentną, dbającą o los innych, kraju. Prof. J. Kozielecki pi­sze o samoprezentacji taktycznej, związanej z doraźnymi celami i samoprezentacji fasadowej dotyczącej tego jaką jednostka pragnie siebie widzieć, (por. Transgresyjna koncepcja człowieka 1987).

Specyficznym mechanizmem związanym ze stosunkami społecznymi jest faworyzacja subiektywna, która polega w/g Kozieleckiego na przece­nianiu własnych cech, działań w porównaniu z innymi. Jednostka, która charakteryzuje swą przeszłość nierzadko stwierdza, że była uczciwsza niż inni np. w okresie stalinowskim, że była bardziej odważna i reformatorska niż koledzy (np. w Biurze Politycznym).

Ogólnie biorąc, jednostka sama z siebie, nie stymulowana z zewnątrz, a szczególnie nie potępiona, ma tendencje, mimo nawet obiektywnych błę­dów, wykroczeń itp. do pozytywnej oceny swej przeszłości i konstruowania korzystnego dla siebie życiorysu. Liberalizm Passenta, który zachęca do: pozwolenia ludziom zachowania swej prawdy i nie wymuszania nieszczere­go bicia się w piersi jest do przyjęcia w skali indywidualnej np. stosunku do przeciętnego członka PZPR z Mławy czy Białogardu. W skali makrospołecznej, szczególnie gdy problem stosunku do przeszłości rozpatrujemy od strony moralno-społecznej i wychowawczej należy to luzowanie kryteriów zanegować. Istnieje jednak pewna różnica między Kuroniem a Humerem chociaż obaj mieli do czynienia z więzieniem.

Zgadzam się z Passentem, że apele w sprawie konstruowania jednej nie­podzielnej prawdy z przeszłości są bałamutne i zwodnicze. Są one reflek­sem myślenia dogmatycznego o potrzebie dekretowania tego co jest praw­dziwe i jak należy oceniać przeszłość. Odrzucając wszakże te monocentryczne rekomendacje nie sposób uchylić się od odpowiedzi jakie życiory­sy w PRL są godne szacunku, jaka droga życiowa budzi respekt moralny i czy pokrętne kompromisy zawsze i wszędzie były konieczne. Różnego ty­pu racjonalizacje i projekcje w stylu udział we władzach, czy trwanie na wy­sokim stanowisku utrudniały zajęcie go przez ludzi bezwzględnych, beton są znanymi w psychologii mechanizmami obronnymi chroniącymi jednost­kę przed obniżeniem samooceny i wyrzutami sumienia. Nie do przyjęcia jest również ubieranie się szczególnie ludzi nawróconych i ?nawiedzonych” w okresie rozwoju pierestrojki w ZSRR w togi ludzi sprawiedliwych o czy­stych rękach.

Hasła radykalnej dekomunizacji m. in. w postaci likwidacji SDL stano­wią formę politycznej inkwizycji, która nie ma nic wspólnego z systemem demokratycznym. Nawróconym demokratom trzeba niewątpliwie patrzeć na ręce, darzyć ograniczonym zaufaniem, ale nie można odmawiać im pra­wa do udziału w życiu politycznym, tym bardziej, że nie są uzurpatorami, lecz mają za sobą szerokie rzesze społeczne. Zasady egalitaryzmu, równych praw i szans trzeba rozciągnąć nie tylko na życia ekonomiczne, społeczne, lecz również na życie polityczne. Ludzie niewątpliwie odpowiadają za swe życiorysy, ale w większym stopniu odpowiadają za to kim są aktualnie, gdy istnieją warunki demokratyczne i gdy mogą swobodnie wybierać i określać się.

Nowe życie

Niespełnienie w ważnych dla człowieka dziedzinach, lub życie poło­wiczne ?jak gdyby” nie zaspokaja niektórych ludzi i próbują zmienić swo­je życie, zacząć drugie życie… Motyw drugiego, nowego życia podejmowa­ny był wielokrotnie przez literaturę piękną. Raskolnikow zaczyna drugie życie z Sonią na katordze w Syberiii, u laureata Nobla du Garda w ?Rodzi­nie Thibaut” występuje motyw ucieczki Jakuba i życia dla idei rewolucyj­nej.

Współczesny wybitny pisarz amerykański Philip Roth w ?Lekcji anato­mii” kreśli postać pisarza Zuckermana, który mając 40 lat pragnie zapisać się na medycynę. Mówi on do swego kolegi szkolnego obecnie anestozjologa: ?To proste. Chcę drugiego życia. – Jak mam to rozumieć, zapytał Bob- by, że uda ci się wymazać poprzednie? Nie wierzę w to Zuck. Jeżeli na­prawdę tego chcesz, to po co wybierasz zawód do którego najtrudniej, naj- ciężej się przygotować, po co tracić tak wiele – Coś łatwiejszego nie zaspa­kaja wewnętrznej potrzeby pokonywania trudności”.

Rozpoczęcie i kontynuowanie drugiego życia wymaga przekroczenia określonych barier osobowościowych, społecznych, kulturowych, światopo­glądowych.

Jednostka, która nie chce dalej brać udziału w ?wyścigu szczurów” i ro­bieniu kariery urzędniczej i pragnie przenieść się na wieś i zająć się hodow­lą kwiatów musi zerwać dotychczasowe stosunki, nawiązać nowe relacje, zmienić swoje przyzwyczajenia i styl życia, uzyskać nowe kwalifikacje, przystosować się do obyczajowości i mentalności wiejskiej.

Nie są to łatwe procesy, tymbardziej jeśli przebiegają u osobnika, który np. przekroczył granicę 40 lat.

Jednostka decydująca się na rozpoczęcie drugiego życia musi odznaczać się odwagą, nonkonformizmem i skłonnością do ryzyka. Nigdzie nie jest powiedziane, że wypróbowanie nowej wersji siebie i swego życia zakończy się powodzeniem i czy drugie życie będzie bardziej udane i szczęśliwe niż pierwsze.

Decyzja rozpoczęcia drugiego życia musi być oparta na dojrzałej ocenie własnych potrzeb, wartości, możliwości intelektualnych, umiejętności; ogólnie na trafnej i rzetelnej ewaluacji własnego potencjału życiowego.

Historia nauki, sztuki, literatury zawiera niewątpliwie przykłady udane­go drugiego życia. Wiele prób tego rodzaju dotyczyło osób utalentowanych, które w dotychczasowym życiu nie mogły zrealizować swego potencjału twórczego. Gaugin, który po nieciekawej wegetacji urzędniczej wyjechał na wyspy hawajskie i poświęcił się malarstwu dysponował świetnym talentem plastycznym. Podobnie było w przypadku współczesnych pisarzy Wharto­na i Kuśniewicza, którzy odkryli w sobie talent pisarski po 40 latach życia.

W nauce tego rodzaju przypadki są rzadsze. Znany psycholog transcen­dentalny Wilber zrobił doktoraty z chemii i biologii, by następnie zostać światowej sławy specjalistą w zakresie świadomości. Częstsze są wśród uczonych przejścia z jednej dyscypliny do pokrewnej. Np. kolega szkolny autora tej pracy laureat nagrody Nobla Andrzej Schally (Polak z pochodze­nia, syn przedwojennego generała) ukończył chemię, laury zdobył w endo­krynologii, odkrywając nowe hormony.

Tak więc, nowe życie może być w różnym stopniu inne od poprzednie­go i pociągać za sobą reorientację i zmiany o różnym charakterze i zasięgu. Do dość radykalnych zmian życiowych należą konwersje religijne, świato­poglądowe, polityczne. Oto osoba niewierząca nawraca się i staje się religij­na. Oto jednostka o orientacji komunistycznej staje się zwolennikiem sys­temu demokratycznego i kapitalistycznego (te ostatnie konwersje, budzące nierzadko konsternację, pojawiły się w naszym kraju po roku 1989).

Drugie życie wymaga budowy nowej świadomości i samoświadomości. Chodzi tu o asymilację zarówno nowych treści moralnych, społecznych światopoglądowych jak i o nowe formy ich przetwarzania. Zderzenia się i konflikty między starą i nową tożsamością nie przebiegają łatwo i szybko; nierzadko ludzie, którzy wybrali drugie życie są jednostkami rozbitymi, we­wnętrznie zdezintegrowanymi na wielu poziomach osobowości (por. teorię dezintegracji pozytywnej Dąbrowskiego 1988) oscylującymi między starą a nową tożsamością.

Akceptacja własnego życia

Akceptacja własnego życia może być rozumiana trojako: 1) jako akcep­tacja własnego istnienia w ogóle, a więc zgoda na to, że urodziłem się i ży­ję, jestem taki a nie inny, mam takich rodziców, taką płeć, narodowość itp.; 2) jako akceptacja dotychczasowego swego życia, drogi życiowej, doświad­czeń lub 3) jako akceptacja własnego aktualnego miejsca w życiu. Poniżej zajmiemy się akceptacją w drugim i trzecim znaczeniu, pierwsze znaczenie zbliżone jest bowiem do ujęć filozoficznych, szczególnie w zakresie filozo­fii człowieka; wątki te eksploatował szczególnie egzystencjalizm.

Człowiek dojrzały ma za sobą określone doświadczenia życiowe, np. ro­dzinne, zawodowe, osobiste, których nie można unieważnić. Niektóre z nich tkwią głęboko w jego samoświadomości i silnie wpływają na jego ak­tualne samopoczucie, nastrój, inne są represjonowane i znajdują wyraz np. w snach, mechanizmach obronnych, reakcjach pomyłkowych.

Akceptacja własnej przeszłości może być totalna, częściowa lub zerowa. W pierwszym przypadku przyjmujemy z Sartr’em, że ?moje życie – to ja”, godzimy się na wszystkie swoje błędy, potknięcia, sukcesy, stosunki inter­personalne i sądzimy, że były to zjawiska, w których przejawiła się moja osobowość i tożsamość. Akceptujemy więc swoje życie in extenso. Tego ro­dzaju postawa może wynikać z różnych źródeł, możemy wierzyć, że wszyst­ko co nas spotyka w życiu jest nieuniknione, że losy ludzkie są ściśle okre­ślone, że istnieje przeznaczenie itp.

Akceptacja parcjalna dotyczy pozytywnej oceny określonych etapów i epizodów życiowych i negatywnej oceny innych. Np. wybitny artysta, któ­ry zrobił światową karierę, może akceptować swoje okresy sukcesów i aktu­alną sytuację, a negatywnie oceniać swój okres młodości, gdy żył w nędzy. Gombrowicz w swym ?Dzienniku” pisał, że mając ponad 60 lat doczekał się wreszcie w Vence względnego dobrobytu i statusu wybitnego pisarza. Niewątpliwie akceptował on aktualne swoje życie, pobyt w Argentynie oceniał zapewne ambiwalentnie a niektóre okresy negatywnie, gdy żyjąc w ubóstwie bliski był samobójstwa (por. autobiograficzny ?Transatlan­tyk”).

Zerowa akceptacja życia ma miejsce wtedy, gdy antycypacja i wizje jed­nostki odbiegają w dużej mierze od realnych warunków, gdy żyje ona np. w nędzy, gdy jest uzależniona od innych, narkotyku, alkoholu. Taka skraj­na postawa wobec dotychczasowego życia i aktualnego miejsca może być przyczyną ucieczki, poszukiwania nowego miejsca życiowego, a nawet w warunkach, gdy nie wierzy się w możliwość zmiany, może być przyczyną samobójstwa.

Według znanego psychologa społecznego R. Baumeistera (1989) samo­bójstwo stanowi ucieczkę od awersyjnej samoświadomości. Ucieczka ta ma miejsce szczególnie wtedy, gdy występuje duża rozbieżność między aspira­cjami jednostki a realnym życiem i gdy przypisuje ona sobie odpowiedzial­ność za stan w jakim się znajduje. W tych warunkach pojawiają się nega­tywne uczucia i decyzje, które sprzyjają deformacjom myślenia Baumeister określa je mianem kognitywnej dekonstrukcji. Dekonstrukcja ta charakte­ryzuje się uproszczeniem myślenia, konkretyzacją celów i prymitywizacją samoświadomości. Dekonstrukcja łączy się z biernością, zachowaniem au­tomatycznym, co sprzyja aktywności bezcelowej, przypadkowej, która mo­że prowadzić do samobójstwa.

Akceptacja dotychczasowego przebiegu życia często prowadzi do ak­ceptacji własnego miejsca życiowego. Zachodzi tu bowiem relacja psycho­logicznej implikacji, jeśli zadowolony jestem z dotychczasowej swej biogra­fii, to jej aktualny kształt, np. w postaci zajmowania określonej pozycji spo­łecznej, sytuacji materialnej, zmuszony jestem uznać za zadowalający. Oczywiście w pewnych specyficznych przypadkach, np. gdy powstaje okre­ślona koniunktura (bogaty biznesmen dostrzega nowe możliwości zysku w innej branży), jednostka mimo akceptacji swej dotychczasowej drogi mo­że nie być w pełni zadowolona ze swego aktualnego miejsca.

Brak akceptacji swej biografii lub połowiczna akceptacja rzutuje silnie na ocenę aktualnego miejsca życiowego w kierunku uznania go za niewła­ściwe, lub niewystarczające. Oto uczony, który zajmuje w kraju wysoką po­zycję w swej specjalności, nie jest zadowolony z przebiegu swego życia i ak­tualnego miejsca i mówi: ?gdybym w wieku 40 lat wyjechał za granicę, mógłbym więcej zrobić i teraz być gdzie indziej i mieć pozycję światową”.

Zarówno akceptacja własnego życia jak i związana z nią akceptacja ak­tualnego miejsca życiowego opierają się na myśleniu biograficznym. Przez myślenie biograficzne za Z. Pietrasińskim (1990) rozumiemy ?myślenie, którego przedmiotem jest droga życiowa podmiotu i jej rozwój”. Pietrasiński stwierdza, że myślenie biograficzne przebiega na podłożu zwerbalizowanej abstrakcji jak i obrazów i metafor. Myślenie biograficzne jest procesem wielotorowym i dywergencyjnym, gdyż obejmuje ono niepo­wtarzalną całość drogi życiowej jednostki, w której trudno z jednoznaczną pewnością określić, czy i które wybory i zachowania były efektywne i w ja­kim stopniu oraz w jakim stopniu i zakresie jednostka jako aktywny pod­miot odpowiada za przebieg swego życia.

Tak więc, akceptacja własnego życia i aktualnego miejsca poza skrajny­mi przypadkami, a więc wyraźnego sukcesu życiowego lub niepowodzenia nie może mieć jednoznacznego oparcia w myśleniu biograficznym, gdyż nie jest ono w swej warstwie przyczynowo-skutkowej jak i w warstwie rozumie­nia struktury życia ściśle wyartykułowane i zaprogramowane. Nie oznacza to, że w skali krótszych odcinków życiowych, ważnych wyborów myślenie biograficzne nie może wzmacniać lub osłabiać akceptację własnego życia i łączyć się z dojrzałą regulacją i autokreacją.

Narkomania – choroba samoświadomości

Narkomania jest w naszym kraju nadal poważnym problemem społecz­nym i wychowawczym. Niemały odsetek młodzieży zamiast efektywnie przygotować się do przyszłego życia zawodowego i społecznego, wszech­stronnie przeżywać bogaty w emocje okres młodości traci wiarę w życie i w siebie i ucieka od społeczeństwa w niszczący organizm nałóg. Przypatrz­my się pokrótce chorobie i jej przejawom.

Narkomania jest to uzależnienie lekowe, które polega na zażywaniu róż­nych środków odurzających, np. morfiny, opium, substancji chemicznych wziewnych lub lotnych (np. toluen, eter, butapren), środków nasennych, uspokajających w celu oszołomienia się i ucieczki od siebie. Przyjmuje się, że narkomania jest ściśle powiązana z niedostosowaniem społecznym, za­burzeniami osobowościowymi, szczególnie typu nerwicowego, a niekiedy psychopatycznego. Tak więc dla jednostki żyjącej w napięciu, np. w związ­ku z niewłaściwą pozycją w rodzinie spowodowaną brakiem więzi z rodzi­cami, mającej trudności w nauce, w szkole, nieakceptowanej przez nauczy­cieli, kolegów, narkotyk stanowi środek ułatwiający oderwanie się od wła­snych trudnych problemów, zapomnienia o nich i przeniesienie się w nie­realny, lepszy świat (por. Cekiera 1980).

Zjawisko zależności lekowej (narkomanii) budzi coraz szersze zaintere­sowanie psychologów, psychiatrów, socjologów, a również pedagogów. Ci ostatni koncentrują się głównie na problemach profilaktycznych, a więc na warunkach i metodach przeciwdziałających uzależnieniu lekowemu. Efek­tywna profilaktyka wymaga wszakże rzetelnej orientacji w psychologicz­nych procesach i mechanizmach tworzenia się zależności lekowej młodzie­ży.

Psycholodzy traktują narkomanię różnorodnie zależnie od swej orienta­cji teoretycznej. Psycholodzy o orientacji behawioralnej sądzą, że zależność od leków tworzy się na zasadzie warunkowania instrumentalnego i jest wy­uczona. Psychologowie o orientacji psychoanalitycznej uważają, że narko­mania jest produktem zaburzeń emocjonalnych, np. niedojrzałości uczucio­wej, egocentryzmu, słabości ego. Psychologowie stojący na gruncie założeń egzystencjalnych uważają, że narkomania łączy się z kryzysem poczucia tożsamości, załamaniem systemu wartości życiowej, pustką aksjologiczną.

W dotychczasowych analizach i wyjaśnieniach narkomanii zbyt mało uwagi poświęcono procesom poznawczym i samoświadomości jednostki. Młody człowiek w miarę rozwoju psychofizycznego uświadamia sobie wła­sną sytuację życiową, swoje braki i słabe strony, relacje z rodzina, szkołą, kolegami.

U jednostki w wyniku rozwoju psychofizycznego kształtuje się określo­ny system przetwarzania informacji o własnej osobie, który określa się mia­nem samoświadomości.

Jednostka może informacje o własnej osobie (np. typu jestem niski i sła­bo się uczę) kodować i przetwarzać w sposób:

a/ subiektywny personalny, na podłożu swych dotychczasowych do­świadczeń poznawczych i emocjonalno-społecznych,

b/ uspołeczniony, zo­biektywizowany w oparciu o normy i wiedzę społeczną,

c/ obronny związa­ny z lękiem i zagrożeniem,

d/ abstrakcyjny w oparciu o myślenie analityczno-syntetyczne (Zaborowski 1989).

W pierwszym wypadku mamy do czynienia z samoświadomością indy­widualną, a w drugim – z zewnętrzną, w trzecim – z obronną, w czwartym – z samoświadomością refleksyjną. Poszczególne formy samoświadomości oddziałują na siebie wzajemnie, np. samoświadomość zewnętrzna i reflek­syjna hamuje samoświadomość indywidualną, a szczególnie obronną. Wspomniane formy kojarzą się z określonymi treściami, np. forma indywi­dualna z nasiloną samowiedzą, poczuciem odrębności, forma zewnętrzna z obrazem własnych stosunków społecznych ról i pozycji.

Na strukturę samoświadomości człowieka oddziałuje ważny mechanizm osobowościowy, który określiliśmy mianem sprawiedliwości wewnętrznej (Zaborowski 1989). Polega on na uczciwości wobec siebie, prawdomówno­ści wewnętrznej i otwartości poznawczej. Sprawiedliwość wewnętrzna sprzyja trafnemu samopoznaniu i samookreśleniu, dostrzeganiu własnych błędów, słabych stron, ustalaniu równowagi między własnymi aspiracjami i planami, a możliwościami.

Struktura samoświadomości wspólnie ze sprawiedliwością wewnętrzną odgrywa węzłową rolę w sytuacjach decyzyjnych, zagrożeniowych, rela­cjach interpersonalnych. U ludzi dobrze przystosowanych emocjonalnie i społecznie, wydajnie pracujących istnieje względna równowaga poszcze­gólnych form samoświadomości, żadna z nich nie dominuje wyraźnie nad innymi i nie wpływa na nie hamująco (samoświadomość obronna jakkol­wiek może pojawiać się, nie oddziałuje silniej na inne formy). Sprawiedli­wość wewnętrzna u osób przystosowanych jest znaczna i rozwinięta.

Cztery formy samoświadomości zbadano za pomocą 80 pytaniowej ska­li /standaryzowanej/. Sprawiedliwość wewnętrzną zbadano za pomocą skali 22 pytań /skala jest w toku standaryzacji/.

Badania nad świadomością narkomanów przeprowadzono przy współ­pracy dr B. Misiewicz (Instytut Kształcenia Nauczycieli) i mgr J. Mieleszkiewicz (Politechnika Warszawska) w dwóch grupach: w 17 osobowej gru­pie pacjentów w Sanatorium Neuropsychicznym w Garwolinie i 16 osobo­wej grupie pacjentów Kliniki Psychiatrycznej w Warszawie. W pierwszej grupie było 13 mężczyzn i 4 kobiety, wiek w granicach 18 do 32, okres po­bytu w 1 miesiąc 13 miesięcy. W drugiej grupie było 10 mężczyzn, 6 kobiet, wiek w granicach 18-31.

Nie ulega wątpliwości, że uzależnienie lekowe wywołuje rozległe zmia­ny w strukturze osobowości i samoświadomości jednostki. Można przyjąć hipotezę, że u genezy narkomanii leżą wadliwe, niezintegrowane struktury samoświadomości.

Badania wskazują, że narkomanów charakteryzuje wyższy niż średni po­ziom samoświadomości indywidualnej i obronnej, niższy od średniej po­ziom samoświadomości refleksyjnej. Rozpiętość wyników /dyspersja/ była większa w zakresie dwóch ostatnich form samoświadomości. Można stąd wyciągnąć wniosek, że na ogół narkomani są skoncentrowani na sobie per­sonalnie, emocjonalnie, przetwarzają informacje o własnej osobie w sposób subiektywny oraz, że informacje te łączą się z lękiem i stanami niezadowo­lenia. Od strony treściowej narkomani przejawiają niską samoocenę i skłon­ności do autodeprecjacji. Sądzą oni nadto, że nie mają kontroli nad swymi trudnościami i problemami.

Samoświadomość zewnętrzna i refleksyjna są u narkomanów w związku ze znaczną autokoncentracją średnie, niemniej zdarzają się jednostki o sto­sunkowo wysokich i niskich wskaźnikach tych form samoświadomości.

A więc narkoman ma ogólnie biorąc samoświadomość zegocentryzowaną, depresyjną i niezrównoważoną wewnętrznie, dręczy go poczucie mniej­szej wartości oraz bezradności.

Można przyjąć, że równowaga między samoświadomością podmiotową a przedmiotową jest u narkomanów zachwiana na niekorzyść przedmioto­wej.

Na strukturę samoświadomości oddziałuje, jak wspomnieliśmy wyżej, mechanizm sprawiedliwości wewnętrznej. U narkomanów wskaźnik spra­wiedliwości plasuje się niżej średniej, co wskazuje, że są oni w miarę niezakłamani wewnętrznie i uświadamiają sobie swoje niepowodzenia i braki osobowościowe. Nie ulega wątpliwości, że sprawiedliwość wewnętrzna mo­że zaostrzać ujemną samoocenę, stymulować niepokój i nasilać samoświa­domość obronną, stanowi więc czynnik zaburzający równowagę emocjonal­ną. Dzieje się to szczególnie u osób o małej dojrzałości emocjonalnej i spo­łecznej, a narkomani, jak wynika to z badań psychospołecznych (por. Ce- kiera 1980), należą często do grupy osób nieprzystosowanych i zaburzonych osobowościowo.

Samoświadomościowa koncepcja narkomanii, którą szkicowo zarysowa­liśmy, posiada interesujące i ważne zastosowania praktyczne. Nie ulega wątpliwości, że proces reedukacji i rewalidacja narkomanów powinien być zindywidualizowany i że należy się w nim liczyć ze strukturą osobowości i samoświadomości danej jednostki oraz z jej sytuacja rodzinna i społeczną. Niemniej jednak generalnie biorąc w procesie tym należy starać się narko­manów ?odciążyć” od własnej osoby, zmniejszać ich egocentryzm i indywi­dualizm na rzecz formowania nowych konstruktywnych relacji ze społe­czeństwem, m.in. na drodze włączenia najpierw do pracy samoobsługowej, a następnie do zawodowej. Ważną przesłanką pracy reedukacyjnej jest włą­czenie narkomanów do życia zespołowego i poddania ich ocenie i kontroli opinii kolegów, oraz nauczenie alternatywnych sposobów reagowania na trudności.

Zasady te i przestanki są w szerokim zakresie zbieżne z wychowawczą działalnością Ośrodków ?Monaru” kierowanego przez Marka Kotańskiego. Kotański jako wnikliwy psycholog i pedagog nie poszedł w swej działalno­ści w kierunku indywidualnej psychoterapii i akceptacji narcystycznych in­klinacji narkomanów, lecz trafnie odkrył istotny mankament w strukturze samoświadomości narkomanów, mianowicie ich nadmierną indywidualiza­cję połączoną ze spadkiem samooceny i depresją. Antidotum na tę chorą sa­moświadomość stała się dla twórcy ?Monaru” stymulacja nastawień prospo­łecznych i zaangażowania w pracy ściśle powiązane z kształtowaniem samo­świadomości zewnętrznej i zdolności do samorefleksji i samokontroli. Tak więc twórcza praktyka może wyprzedzać teorię, lecz nie jest z nią sprzecz­na.

Na zakończenie należy poświęcić kilka słów pracy profilaktycznej. Za­równo szkoła, rodzina, jak i organizacje młodzieżowe powinny więcej uwa­gi poświęcać jednostkom przejawiającym predyspozycje do uzależnienia le­kowego, a więc dzieciom nerwicowym, nieśmiałym, agresywnym, niedoj­rzałym emocjonalnie. Dzieci te należy otoczyć opieką psychologiczną, trze­ba zainteresować się ich wynikami w nauce, stosunkami w rodzinie i środo­wisku koleżeńskim. Konieczne jest nawiązanie bliższej współpracy z rodzi­ną i podjęcie prób z zakresu terapii indywidualnej i rodzinnej. Pracę wycho­wawczą z młodzieżą zagrożoną uzależnieniem powinni prowadzić specjal­nie wyszkoleni psychologowie z Poradni Wychowawczo-psychologicznych oraz wychowawcy klasowi. Zadaniem tych drugich jest włączenie uczniów zagrożonych do życia zespołu klasowego przez tworzenie im konstruktyw­nej pozycji i roli społecznej w środowisku rówieśniczym. Szerzej na ten te­mat pisałem w kilku książkach pedagogicznych, np. w książce ?Stosunki międzyludzkie, a wychowanie”, II wyd. 1973).

Uzależnienie od siebie

Przed psychologiem zajmującym się problematyką życia człowieka, je­go egzystencji, losu wyrasta ważne pytanie: jakie są istotne determinanty egzystencji i losu, jaki jest proces konstruowania określonej egzystencji (np. uczonego, polityka, narkomana) jaką rolę w tym procesie odgrywa sa­ma jednostka, jej osobowość, samoocena, obraz świata ściślej struktura ja, a jakie znaczenie mają stosunki społeczne, środowisko, kultura, historia. Z tego bogatego asortymentu pytań rozpatrzymy obecnie zagadnienie sto­sunku człowieka do siebie, oraz ?używanie” w związku z tym swej psychi­ki; ja, samoświadomości.

Człowiek stanowi system psycho-społeczny będący produktem niepo­wtarzalnych uwarunkowań i wpływów. Ta niepowtarzalna struktura wpły­wów sukcesywnie konstytuuje indywidualną strukturę osobowości. W mia­rę utrwalania tej struktury tworzy się określony stosunek do siebie oraz spe­cyficzne uzależnienie jednostki od samej siebie, dzięki któremu każda jed­nostka staje się często ?nieuleczalnym przypadkiem”.

Na czym polega od strony psychospołecznej wspomniane uzależnienie od siebie samej?. Zanim odpowiemy na to pytanie zastanówmy sie krótko nad samym pojęciem uzależnienia.

Uzależnienie oznacza proces, bądź jego efekt związany z wytwarzaniem się specyficznego związku między jednostką a jej czynnościami, zachowa­niem, bądź między jednostką a innymi ludźmi, który charakteryzuje się ograniczeniem pola świadomości, pola decyzyjnego i wyborem jednej tyl­ko, i to w sposób kompulsywny, alternatywy. Np. jednostka uzależniona od alkoholu w warunkach stresu dostrzega tylko alternatywę konsumpcji alko­holu, osobnik uzależniony od partnerki mimo kar i dyskomfortu szuka jej towarzystwa.

Uzależnienie od siebie obejmuje dwa istotne ogniwa: własną samoświa­domość uformowaną na podstawie określonej struktury ja i wybór, bądź re- petycję określonych zachowań, ich sekwencji, ogólnie określonego stylu życia. Styl ten obejmuje takie elementy jak stosunek do obowiązków zawo­dowych, rodzinnych, konsumpcję kulturalną, sposób spędzania wolnego czasu, dobór przyjaciół i znajomych itp.

Uzależnienie od siebie polega na kształtowaniu się potrzeb, nawyków, przyzwyczajeń egzystencjalnych; kultywowaniu określonego obrazu świata i własnej osoby, afirmowaniem określonych postaw, orientacji. Węzłową ro­lę w procesie uzależniania od siebie odgrywa samoświadomość. Obejmuje ona określone treści wewnętrzne i zewnętrzne przetwarzane za pomocą for­my indywidualnej, obronnej, zewnętrznej, refleksyjnej (por. Zaborowski 1996).

Uzależnienie od siebie polega na konsumpcji specyficznych treści we­wnętrznych i zewnętrznych przetwarzanych za pomocą określonych form. Zarówno treści jak i formy są produktem dotychczasowych doświadczeń i uformowanych w wyniku indywidualnej biografii struktury ja. Samoświa­domość w tym ujęciu jest ?używana” i wykorzystywana przez człowieka w specyficzny sposób po to by chronić ją przed lękiem, utrzymać pozytyw­ny nastrój. Tak więc jednostka za pomocą samoświadomości konserwuje siebie, swą tożsamość, przedłuża swoją psychiczną egzystencję fiksując się na utrwalonych schematach, postawach, stylach.

Jednostka na drodze autointerpretacji żyje w świecie własnych sądów, wyobrażeń, akceptuje mniej, lub bardziej świadomie własny kształt psy­chiczny i zajmowane miejsca. Życie jej staje się sekwencją repetycji, samo- wzmocnień, uprzedmiotowienia swej egzystencji i konsolidacją zafałszowa­nej obecności.

Uzależnienie od siebie polega od strony psychologicznej na kształtowa­niu się podmiotu zindywidualizowanego, sterowanego przez subiektywne doznania, specyficzne formy wyrażania siebie, wiarę we własne racje. Racja własna obejmuje sądy i oceny dotyczące sensu własnych celów, planów, uzasadnienia ich wartości. Racja własna połączona z określoną samowiedzą i samoświadomością kształtuje indywidualny styl istnienia i własną autonarrację broniącą i jednostkę przed osądem otoczenia i chroniącą pozytywny obraz siebie w warunkach niepowodzenia i zwątpienia. (Trzebiński 1992)